Trudno i coraz trudniej zebrać pokaźną rowerową drużynę ale staramy się ratować pamięć wycieczek rowerowych :) Walczymy póki się da i mamy nadzieję, że reszta kiedyś jeszcze do nas dołączy bądź godnie nas zastąpi w chwilach niemocy. W składzie Przemek, Marcin, Miś i ja wybraliśmy się ostatnio na 4-dniowy morawski rowertour. Widoki jak zawsze piękne, trasy rowerowe przyjazne a piveczko zimne i dobre. Na dowód wrzucam pare zdjęć, które przesłał mi Marcin.
To dla Wszystkich, którzy tym razem nie mogli...oby tylko chwilowo :)
No i w końcu powsinogę wywiało nad Sawę i Dunaj na wesele znanego wielu Chrząszcza i znanej mniej wielu Zorany. Było super, miasto jak zwykle żyło i świetnie się bawiło...
I wymiatające knajpy nad Ada Ciganija... i nad Dunajem... i nad Sawą... i wszędzie.
Ruszajcie do Belgradu, kto może!!!


